niedziela, 3 lutego 2013

DR. BRANDT Flexitone BB Cream

Jak pewnie wiecie bardzo lubię BB kremy, ale do tych perfumeryjnych i drogeryjnych podchodzę z dystansem, bo większość (jak nie wszystkie) z nich nie ma nic wspólnego z tymi prawdziwymi koreańskimi... Miniaturkę 7,5 g  Flexitone BB Cream kupiłam w zestawie świątecznym Blockbuster. U mnie z kosmetykami Dr. Brandt jest tak, że albo trafię na rewelacyjny produkt, albo na bubel nie nadający się do niczego. W tym przypadku niestety padło na to drugie...



Według producenta produkt ma zapewnić nam skórę bez skazy, zawiera technologię  flexitone® opracowaną przez Dr.Brandt'a, która sprawia, że krem bezproblemowo łączy się z większością odcieni skóry. Ma działanie przeciwzmarszczkowe, rozjaśniające i posiada filtr SPF 30 PA+++
  • nadaje się dla większości odcieni skóry, stanowi alternatywę dla tradycyjnego podkładu
  • poprawia nierównomierny koloryt, cera staje się doskonała
  • rozjaśnia i nadaje zdrowego blasku
  • chroni przed promieniowaniem UVA/UVB
  • wygładza zmarszczki i inne linie
Cena: ok. 200 zł / 30 g , do kupienia np. w Sephora.



Krem ma bardzo ciemny kolor, który  wbrew temu co obiecuje producent nie dostosowuje się  do koloru skóry. Po nałożeniu na twarz wyglądam jakbym wróciła z tropików... 




Największą wadą tego kremu jest właśnie ten ciemny kolor. Próbowałam nakładać i rozsmarowywać go na różne sposoby, ale efekt był prawie zawsze ten sam. Sprawia, że skóra wygląda na opaloną, ale w sposób sztuczny i nienaturalny. Konsystencja tego kremu jest dziwna, lejąca i podczas nakładania można odnieść wrażenie jakby nakładało się błoto na twarz... Trzeba szybko go rozsmarowywać, bo ekspresowo zasycha i może pozostawiać nieestetyczne brązowe plamy. Co do krycia to jest bardzo słabe, praktycznie żadne. Nie zakrywa u mnie żadnych niedoskonałości czy przebarwień, wydaje mi się, że nawet je lekko podkreśla. 

Bardzo natomiast podoba mi się nawilżenie i rozświetlający efekt jaki ten krem daje. Nie podkreśla suchych skórek i nie zbiera się w załamaniach. Niestety jest to za mało abym  go polubiła. Może u posiadaczek idealnej i trochę ciemniejszej cery ten produkt mógłby się sprawdzić.

Jest to raczej krem koloryzujący, a z BB kremem nie ma nic wspólnego. 


Znacie ten krem? Co sądzicie o perfumeryjnych i drogeryjnych wersjach koreańskich BB kremów? 

11 komentarzy:

  1. Tak sobie myślałam, że mogłabyś go zużyć jako bronzer w płynie, ale skoro mówisz, że wygląda sztucznie to w takim razie taka opcja odpada. Z tego co czytam to bardzo dużo osób jest niezadowolonych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sprobuje jeszcze jako bronzer, ale watpie, ze sie sprawdzi :P

      Usuń
  2. szkoda, że jest taki ciemny, ponieważ jak sama mówisz wygląda to bardzo nienaturalnie :(

    OdpowiedzUsuń
  3. też go mam w zestawie, i wiesz kiedy i gdzie on będzie dobry? Latem na nogi!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zupełnie nie znam tej firmy, ale rzeczywiście wygląda raczej jak samoopalacz ;)
    Pozdrawiam,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  5. ja tam wolę tradycyjne podkłady ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że ten okazał się niewypałem, a kolor... mnie przeraził ;o
    jeśli chodzi o drogeryjne bb - używałam z AA i był niezły - jako lekki podkład na lato, ale nie jako krem bb... bardzo mnie kuszą te "oryginały" :) jednak obecnie używam BB z Bourjois /8w1/ i jest rewelacyjny, ale jest w kompakcie :) rozdaję też trzy na blogu - jakby Cię zaciekawił ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. tak własnie jest tymi bb kremami. miałam okazję testowac diora, academie i kilka drogeryjnych. nic wpólnego z azjatyckimi kremami nie mają. taki chwyt reklamowy, bo to teraz na czasie i trzeba temat wykorzystać. szkoda kasy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przepadam z BB ale też nigdy nie miałam takiego prawdziwego ...

    OdpowiedzUsuń